Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 3 kwietnia 2025 10:45
Reklama

Facebook jest dla wapniaków

Niemal wszyscy od kilku już lat jesteśmy użytkownikami portali społecznościowych. Pamiętam niedawne czasy, kiedy narodziła się Nasza Klasa i Facebook. Każdy z użytkowników poczuł się poprzez uczestnictwo w tych portalach na tyle interesujący i oryginalny, że zamieszczał zdjęcia z własnych wakacji na Malediwach i w Koziej Wólce. Do dziś mam problem po zalogowaniu się na Fejsie, kiedy patrzę na „news feed” (czyli popularną „ścianę”) własnego profilu. Czuję się często lekko przytłoczona wyskakującymi zdjęciami własnych znajomych: w windzie, w łóżku, w pociągu, w przeciągu, na drągu: słitfocie, relacje o poślubinach, porzucinach, mądrości życiowe, bez ładu, składu, morału tudzież happy endu.

Życie wirtualne staje się często drugim (a nawet pierwszym!) życiem użytkowników Internetu, zgodnie z zasadą, że czego nie ma w necie, tego nie ma w ogóle. Są tacy, którzy prowadzą wideo-blogi w więzieniach, we własnym aucie, mieszkaniu.

Reklama

        

A nasza progenitura? Dla pokolenia Z (ludzi urodzonych w drugiej połowie lat 90-tych poprzedniego stulecia i młodszych), my userzy popularnego Fejsa jesteśmy już anachroniczni. Więcej nawet – tkwimy wciąż w analogowym świecie. Nasze dzieci poczynając od wczesnego gimnazjum streamują swoje życie od chwili, gdy otworzą swe śliczne błękitne oczęta, aż do momentu gdy zasną znużone. Robią to bez cenzury, nie czując obciachu, za pomocą aplikacji Snapchat.

        

Czym jest Snap, dowiedziałam się bardzo niedawno. Aplikacja z rysunkiem duszka powstała niecałe 4 lata temu i miała swój debiut w lipcu 2011 roku pod nazwą Picaboo.

 

Snapchat to komunikator wykorzystujący fotografie i filmy. Obecnie korzysta z niego ponad miliard osób. Polega na wysyłaniu komunikatów w formie zdjęć i filmików, które znikają po  najdłużej 10  sekundach. Te znikające obrazki powodują wrażenie intymności i momentalności, a moda na nie dopiero się rozkręca. Gdy ja ściągnęłam Snapchata pół roku temu, ani jedna osoba z mojej książki adresowej nie używała aplikacji. Dawała ona wrażenie wolności i luzu, gdyż zdjęcia nie były przesyłane, by zbierać lajki ( lub "żebrolajki").

        

Dziś młodzi ludzie poczynając od gimnazjum zamiast cieszyć się wiosną w plenerze streamują swoje życie robiąc snapy wszystkiego. Są nawet badania, które pokazują, że 60% wysyłanych treści, to głupie miny. Głównymi użytkownikami Snapa są osoby w wieku 18-24 lat, a ta granica przenosi się w  wiek określany jako "późna podstawówka- wczesne gimnazjum". Kontakt i poczucie wspólnoty rodzi się nie w realu (nie mylić z nazwą sklepu), tylko w sieci.

 

Jest jeszcze inny aspekt przesyłania zdjęć: seksting. Podobno już co 9-ty nastolatek (nastolatka) w Polsce wysłał swoje rozebrane zdjęcie korzystając z Internetu lub telefonu. Większości z nich wydaje się, że pozostają anonimowi, bezimienni i bezpieczni. Są również wysyłane zdjęcia uwieczniające wpadki koleżanek i kolegów. Mamy tu do czynienia z "efektem kabiny pilota". Sprawca, często bardzo młody nie widzi cierpienia ofiary – wysyłając zdjęcie przez Internet lub na telefon, przestaje być jego właścicielem, nie ma wpływu, jak zostanie wykorzystane i przez kogo.

        

 

Być może, my – rodzice, demonizujemy technologię w obawie przed tym, że nasze dzieciaki będą wyautowane społecznie. Być może to mit, że współczesne nastolatki wolą nawiązywać relacje poprzez urządzenia mobilne. A Snapchat jest odpowiedzią na kulturę przesytu – samousuwające się wiadomości pozwalają ujarzmić chaos i nadmiar informacji. Jednak nasze dzieci – pokolenie Z – rośnie w zupełnie innej rzeczywistości, niż ta, w której dorastaliśmy my. Jakie zagrożenia i możliwości są z tym związane? O tym opowiada film dokumentalny znanej blogerki i badaczki nowych form komunikacji.

        

Film nie jest badaniem w dokładnym rozumieniu tego słowa. Pokazuje trend społeczny w komunikacji nastolatków i dzieci. Być może rozwieje stereotypy i obawy jakie tkwią w nas – rodzicach. Pamiętajmy jednak, że z dzieckiem jest jak z walizką : tyle wyjmiesz ile włożysz!

                                                                               

 IW

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Winko 06.05.2015 08:59
Mam to samo odczucie co FB User. Szkoda czasu na czytanie tych wypocin.

Reklama
FB User 05.05.2015 23:26
Nie wiem o czym ten artykuł? Jak na kogoś to chciał opisać sieci społecznościowe to mało merytorycznie. Jak na rodzica to temat nie został zgłębianiaony. Wydaje mi się, że autorka ma problem z "aklimatyzacją" w cyfrowym środowisku

Opinie

ReklamaSklep Medyczny Tomaszów Maz.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama
Reklama
Reklama