Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 6 kwietnia 2025 06:40
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama

Każda historia ma swój ciąg dalszy

Wydanie przez grupę The Beatles w 1967 roku płyty "Sgt. Peppers Lonely Hearts Club Band" było wielkim wydarzeniem dla muzyki rockowej. Jednak dla mnie nie mniej znaczącą datą w kalendarzu muzyki popularnej było ukazanie się rok później albumu "Super Session". Płyta zapoczątkowała nowy etap w historii rock and rolla. Nie ma na niej krótkich i przebojowych piosenek – są za to rozbudowane utwory muzyczne. Spiritus movens nagrań to dwaj myzycy: Al Kooper i Mike Bloomfield. Obaj podeszli do płyty tak, jak w tym czasie pracowali w studiu muzycy jazzowi: zdecydowali się na jam session, nagranie płyty na żywo, w locie, bez dogrywek, by uchwycić podobne do koncertowych emocje i energię. Sesja nagraniowa odbyła się w Los Angeles w ciągu dwóch dni, w maju 1968 roku.

Każda płyta ma swoja historię. Za każdym utworem muzycznym stoi w cieniu zapomnienia zapis spotkań, niespełnionych marzeń, problemów, przyjaźni i kłótni. "Super Session" to album z historią, której fragment przypomnę.

Reklama

        

Al Kooper i Mike Bloomfield poznali się w 1965 roku podczas sesji nagraniowych do płyty Boba Dylana "Highway 61 Revisited". To za sprawą brzmienia gitary Bloomfielda wypełniony folkowo-rockowymi kompozycjami album zyskał bluesowy sznyt. Na tym jednak się nie skończyło. Jeszcze podczas prac nad albumem obaj towarzyszyli Dylanowi w jego pierwszym elektrycznym koncercie na Newport Folk Festival, po którym wszyscy folkowi puryści zarzucili mu stylistyczną zdradę. Poźniej ich drogi muzyczne na krótko rozeszły się.

 

Al Kooper dołączył do Blues Project, a następnie w 1967 roku utworzył zespół Blood, Sweat and Tears. Wraz z teamem muzyków o eklektycznej proweniencji wydał wspaniały album "Child is Father to the Man", stanowiący połączenie jazzu, bluesa i soulu z elementami psychodelii.

 

Mike Bloomfield grał z  czarnymi chicagowskimi mistrzami bluesa, jak choćby Sleepy John Estes i Little Brother Mdontgomery. W międzyczasie rozwijał swoje zainteresowania muzyką hinduską, co w bezprecedensowy sposób ukazała  jego gra na  płycie "East-West", wydanej pod szyldem Paul Butterfield Blues Band w 1966 roku. Okrzyknięto go najlepszym białym gitarzystą bluesowym. Szybko utworzył nową grupę Electric Flag, która zadebiutowała w 1967 roku na Monterey Pop Festival. Wspólnie nagrali wspaniałą płytę "A Long Time Comin'".

 

 

Drogi Koopera i Bloomfielda przecinają się ponownie w 1968 roku. W wynajętym na dwa dni studiu nagraniowym w Los Angeles spotykają się z inicjatywy Koopera. W nagraniach uczestniczą jeszcze Barry Goldberg  i Harvey Brooks, obaj z Electric Flag, oraz Eddie Hoh z grupy Tima Buckley'a. Nagrywają pięć utworów. Rewelacyjnie wykonany utwór "His Holy Modal Majesty" – hołd dla Johna Coltrane'a – jest rockowym jamem z wpływami muzyki wschodu, a jednocześnie organy Al Koopera mogą kojarzyć się tylko z atonalną i piskliwą barwą saksofonu.

 

Gdy słyszę gitarę Mike'a Bloomfielda,  przypominam sobie jego słowa: blues opiera się na cierpieniu.  Kto potrafi uważnie słuchać, zrozumie, że w tych utworach, oprócz świetnosci jego gry, wybrzmiewa też ciemna strona muzyka – jego głębokie uzależnienie od heroiny. Dla Bloomfielda historia "Super Session" kończy się  zaskakująco szybko: po dziewięciu godzinach Mike Bloomfield opuszcza muzyków i już nie wraca do studia.

 

 

Jeszcze tego dnia Al Kooper dzwoni do Stephena Stillsa z grupy Buffallo Springfield z prośbą o pomoc w dokończeniu sesji nagraniowej. Te nagrania stanowią drugą stronę płyty i pokazują, pod jak olbrzymim wpływem muzyki Jimiego Hendrixa był Stephen Stills.

 

 

"Super Session" to jeden z tych albumów, których wartość zaczyna być widoczna po latach. Proponuję tę płytę każdemu, kto poważnie myśli o stworzeniu bluesowej kolekcji płytowej. Tak powinno wszystko brzmieć! To najwspanialsze momenty w historii bluesa i rocka. Wielki sukces płyty otworzył drzwi dla tworzonych później supergrup: Blind Faith i Crosby, Stills, Nash and Young.

 

PS. Każda historia ma swój ciąg dalszy: dwaj przyjaciele Mike Bloomfield i Al Kooper spotkali sie jeszcze na trzech koncertach w grudniu 1968 roku w sali Fillmore East w San Francisco. Zaprosili na koncerty Elvina Bishopa, wspaniałego gitarzystę z Paul  Butterfield Blues Band i jeszcze wówczas nikomu nieznanego Carlosa Santanę. Po latach ukazały się nagrania z tych koncertów pod tytułem "The Live Adventures of Mike Bloomfield and Al Kooper". Słuchajcie i podziwiajcie!

                                                                                                                 PW

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

PW 04.03.2015 22:29
jerzydelta, nie chodziło mi o znak równości, a raczej moment w historii muzyki, czas w którym powstały te albumy. Sgt Peppers do dziś jest symbolem i ikoną , chociaż są na nim utwory łatwe, lekkie i przyjemne, tzw. "radiolubne" ;-) . " Super Session" z żalem muszę przyznać, mimo, ze zawiera mnóstwo emocji i jest albumem improwizacyjnym, nie zyskał tej popularności. Chociaż moim zdaniem jest jedną z najlepszych płyt bluesowych. I są na niej najwspanialsze solówki gitarowe w historii. I chyba temu nie zaprzeczysz. Dlatego nie starałem się nawet porównywać tych płyt muzycznie. Mam nadzieję, że moje opinie , które okazują się "kontrowersyjne" ;-) zdopingują Cię do podzielenia się Twoją wiedzą na tematy muzyczne. A nie tylko ja wiem, że jest ona (Twoja wiedza) niezmierzona jak Ocean Atlantycki :-))) Pozdrawiam Cię Jerzy

Reklama
jerzydelta 04.03.2015 20:32
Sądzę, że autor artykuły poszedł za daleko stawiając znak równości między SPLHCB Beatels i Super Session. Po pierwsze - Sg. Pappers było logiczną, muzyczną, ideologiczną i filozoficzną całością wymyśloną, skomponowaną, wyprodukowaną itd. przez europejskie "środowisko" genialnej, jako zjawisko socjologiczne, czwórki z Liverpoolu. Pamiętam te czasy, bo miałem wtedy 17 lat i byłem chłonny na takie otwarcia. Analizowało się płytę z wszystkich stron. I to dla europejczyków było otwarciem na różne stany świadomości. "Lucy in the Sky with Diamonds" jest ukłonem niczego innego niż LSD. Ale można by o tej płycie w nieskończoność. Jak bywało w tym czasie odpowiedzią na SPLHCB było Their Satanic Majesties Request (8 grudnia 1967) Rolling Stones. Ale to ta sama bajka. Ale wracając do porównań, "Super Session" stworzona została w innym "Świecie" skąd muzyka trafiła do nas później - gdzie ogromne znaczenie miała tradycja folkowa i okres "revival" bluesa. Żeby tak zreasumować to po Beatlesach została w uszach cały SPLHCB - natomiast z "S.Session" chyba tylko "albert`s shuffle". a Mike Bloomfield to "coś więcej" niż Super Session. Szkoda, że wpisy są moderowane i nie można na bieżąco wymieniać myśli. Ale te "dwie różne bajki" miały ogromny wpływ na konstrukcję mojej wrażliwości. Pozdrawiam

Opinie

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama
Reklama
Reklama